Tak, tak moje drogie, dopadła mnie ospa. Nie wiedziałam, że to takie upierdliwe choróbsko, bo niby nic mi nie dolega, prócz tego, że wyglądam jak muchomor i swędzi. Swędzi niemiłosiernie.
W związku z tym, iż jestem chwilowo udomowiona (czyt.uziemiona w domu) mogę trochę po wyżywać się twórczo. Jakiś czas temu przytaskałam z plaży kilka kamieni. Jeden z nich doczekał się nowej szaty i powstało "coś" na kształt ikony.
Tak jak i Wam marzy mi się już wiosna, tylko, że w Oslo dalej do niej niż bliżej. Przez ostatnie dwa dni śnieg sypał jak oszalały. Cóż, takie uroki Skandynawii.
Chociaż w domu tchnęło nowym życiem.


Oj biedulo ...ale Cie dopadlo ! No ale co zrobisz, czas leczy rany, wyleczy i ospe ;) Tylko sie nie drap, bo bedziesz miala pozniej blizny...wez sobie na wstrzymanie, choc swedzi...
OdpowiedzUsuń na zawszeZcze szybkiego powrotu do zdrowia, a pomysl z kamieniem naprawde fajny i nowatorski :)
Savannah, dziękuje za życzenia powrotu do zdrowia. Co do drapania, to staram się nie, ale czasem muszę się chociaż smyrnąc ;) jak już rady nie daje.
OdpowiedzUsuń na zawszeOł...biedna ty. Mam tą nieprzyjemność pamiętać moją ospowatość radosną, bom zapadła na nią w maturalnej klasie. Dwa miesiące w domu. masakra.
OdpowiedzUsuń na zawszePrzepiękny zwiastun wiosny, a ospy nie zazdroszcze:(
OdpowiedzUsuń na zawszeJutro do mnie wpadnij na bloga ;)
OdpowiedzUsuń na zawsze